Osobliwy Dom Pana Adama – escape room Białystok6 cech charakteru, które przeszkadzają mi w prowadzeniu firmy - escape roomu - Osobliwy Dom Pana Adama - escape room Białystok

Jednym z kroków do poznania siebie, a także zaopiekowania jest odnalezienie własnych wad i słabości. Powalająco trudnym zadaniem dla mnie było najpierw przyznanie się, że w ogóle istnieją, a potem nazwanie ich. Jest to jednak niezbędne, żeby być blisko siebie i móc się określić, a potem zaakceptować takim, jakim się jest. Bez tego ani rusz!

Każdy z nas ma wady na swoją miarę. Nie istotna jest ilość czy jakość, bo to sprawa indywidualna. Ważne jest jednak jak sobie z nimi radzimy. Jednym ze sposobów jest wypowiedzenie ich na głos. Ja co prawda nie użyję strun głosowych, ale skorzystam ze słowa pisanego. Mam nadzieję, że wyjdzie na to samo. Zapraszam do lektury.

1. Niskie poczucie wartości

Mam czasem wrażenie, że prawie wszyscy w moim otoczeniu mają z tym problem. Jestem jedną z takich osób.

Czasem łapię się na tym, że porównuję siebie do innych. Szczególnie trudne jest dla mnie traktowanie ludzi jako równych sobie. Zazwyczaj widzę ich mniejszych lub większych ode mnie. To powoduje, że czuję wobec jednych pogardę (żeby samemu poczuć się lepszym), a w stosunku do drugich sam się umniejszam. Jest to ciężkie, bo w mojej pracy muszę właściwie codziennie mieć kontakt z ludźmi. Z tymi mniejszymi nie mam problemu, szybko mi przychodzi zmiana myślenia. Najgorzej radzę sobie z tymi większymi (np. właścicielami firm lub fachowcami w dziedzinach, na których się nie znam). Normalnie czuję strach, co objawia się na przykład w unikaniu obowiązków związanych z prowadzeniem firmy, a wymagają kontaktu z takim osobami.

To moje własne umniejszanie się wywołuje również strach przed oceną. Najgorzej jak ktoś zauważy u mnie przejawy tych cech, których w sobie wciąż jeszcze nie akceptuję. Na przykład delikatność czy wrażliwość. Końcem świata będzie gdy ktoś je we mnie zobaczy! Dlatego muszę przyjmować pozy, które będą je maskowały.
Przy okazji pojawia się tutaj trudność w podejmowaniu decyzji – bo co jak podejmę tą złą i ten duży źle o mnie pomyśli i skarci?
Obie te rzeczy wiążą się z dużym stresem i wysiłkiem. Trzeba przecież nieźle się nagimnastykować umysłowo, żeby omamić cały świat i wypaść przed nim jak najlepiej. Właściwie to praca 24/7, bo trzeba jeszcze oszukiwać siebie samego, prawda? 😉

Jedną z moich super-zdolności jest czytanie w myślach. Fantastyczny talent i to dosłownie! Wciąż i wciąż wchodzę w czyjąś głowę z przekonaniem, że udaje mi się ta sztuka. Kiedy to zrobię w moim umyśle jawi się świat, w którym jestem oceniany, obgadywany, wyśmiewany, okłamywany, wykorzystywany.  Najlepsze jest w tym wszystkim to, że tak na prawdę nie mam żadnych dowodów, że Ci ludzie to robią. Domysły, uprzedzenia, nieporozumienia, unikanie ludzi i sytuacji. To wszystko konsekwencje mojej niepewności.

2. Perfekcjonizm

 

Tak, chciałbym być idealny. Idealny w oczach Boga, żony, znajomych, klientów i swoich własnych. Bez wad, bez skaz, bez grzechów. Z chęcią przyodziałbym sobie odznaki: Pan Złota Rączka, Super-Mąż, Najlepszy Przyjaciel, Władca Siedmiu Królestw na Żelaznym Tronie, Janusz Biznesu. Jednak dojście do perfekcji kosztuje ogromną ilość pracy. Rzadko kiedy jej wynik jest wystarczający. Ciągłe poprawki i niezadowolenie powodują we mnie frustrację oraz bardzo surowe oceny. W skrajnych przypadkach wręcz karcenie, co tylko obniża jeszcze bardziej moją samoocenę. Takie dociskanie śruby zwyczajnie wyczerpuje i zwiększa poziom stresu, a niektóre prace niepotrzebnie się przeciągają.

3. Brak asertywności

Jest to bolączka, z którą walczę od kilku lat. Mimo iż przejawiam zachowania buntownicze, to gdy gdy dochodzi do interakcji z osobą w moich oczach większą ode mnie robię się uległy jak owieczka. Często też wystarczy zrobić maślane oczy i mięknę. Bardzo trudno jest mi odmówić pomocy.

Wszystko to ma swoje konsekwencje w mojej pracy. Gdy przychodzi drużyna i ktoś poprosi o zniżkę zdarza się, że bez zastanowienia przytakuję. Za to gdy się zaprę i odmówię, to jest mi głupio, denerwuję się i oblatuje mnie strach, że straciłem klienta (oczywiście nigdy się to nie zdarzyło) albo pomyśli sobie, że jestem chciwy.

W innych momentach kiedy to na przykład pojawiają się problemy lub niedociągnięcia ze strony podwykonawców czy współpracowników mam taką blokadę, że nie potrafię zwrócić uwagi. Moim dużym problemem jest walka o swój własny interes. Biorę wtedy za nich odpowiedzialność, nakładam na siebie obowiązek naprawy albo zostaje tak jak jest, czyli źle. Przypomina mi się właśnie taka sytuacja jak to znajomej zleciłem wykonanie dekoracji jednego z elementów do pokoju. Przy odbiorze okazało się, że nie wykończyła jednej ze ścianek pudełka. Oczywiście powiedziałem, że jest OK. Z tydzień czasu nosiłem się z tym, denerwowałem, przeżywałem  i wmawiałem sobie, że to moja wina, że nie da się tego naprawić, aż w końcu odezwałem się do niej. I co? Naprawiła swój błąd i jeszcze przeprosiła. Kurna szok normalnie…

4. Uciekanie przed odpowiedzialnością

Nie jest mi łatwo z tymi wszystkimi obowiązkami. Co dzień gonią mnie sprawy, nie tylko te związane z firmą, ale domem, rodziną, a czasem też i wspólnotą, znajomymi. Niektóre przychodzą siłą rzeczy, jak rachunki, a inne sam sobie nakładam. Z dużą ilością tych obowiązków radzę sobie dobrze, ale są też takie, które mnie wręcz przerażają.

Chyba najczęściej doskwiera mi chęć ucieczki od przyznania się do błędu. W mojej głowie zawsze jawi się czarna przyszłość, w którym zostaję zniszczony i upodlony. Pewnie, że czasem trzeba wziąć na klatę czyjąś złość, zawód, nawet cierpienie, ale żadne z tych uczuć mnie jeszcze nie zabiło. Mało tego, najczęściej owe scenariusze wcale nie mają miejsca.
W takim zachowaniu bardzo pomaga zwalanie winy na różne okoliczności bądź osoby. Przemilczenie pewnych spraw. Odkładanie na później. Unikanie konfrontacji.

Innym wymiarem tejże cechy jest szybka rezygnacja z postanowień. Kiedy myślę o postanowieniach zawsze przypominają mi się słowa: „Gdy złożysz Bogu ślub, nie zwlekaj z wypełnieniem go, bo mu się głupcy nie podobają. Co ślubowałeś, to wypełnij! Lepiej nie składać ślubów, niż nie wypełnić tego, co się ślubowało”. Koh 5, 3-4. Trzymanie się złożonej obietnicy jest bezpośrednio związane z odpowiedzialnością za dane słowo. Po jej złamaniu wypadałoby się też przyznać i tu wracamy do punktu wyżej, czyli chęci ucieczki. Najłatwiej zwyczajnie po cichu zrezygnować i zapomnieć.
Przykładów takich postanowień mógłbym mnożyć. Od róży różańcowej za Osobliwy Dom Pana Adama, przez jazdę rowerem do pracy, po budowę trzeciego pokoju.

5. Trudność w proszeniu

escape room białystok

Ten blogowy wpis poświęciłem na opis moich zmagań ze słabościami. Tylko, że powyższe przypadki zawsze można zatuszować, jakoś obejść, trochę oszukać i wymigać się. O ile trudniej jest powiedzieć to komuś wprost. No, prawie wprost.

Gdy dochodzi do momentu kiedy okazuje się, że potrzebuję pomocy w danej sytuacji mam co najmniej trzy wyjścia. Zrezygnować z działania, poprosić o wsparcie albo umrzeć próbując poradzić sobie z tym samemu. Jeżeli mi zależy na ukończeniu zadania powinienem wybrać opcję drugą. Niestety tutaj zaczynają się schody. Skoro już uznam, że nie daję rady muszę przyznać tym samym przed sobą, że jestem za słaby, albo nie mam wystarczających umiejętności, ogólnie, że poniosłem w pewnym sensie porażkę. Jakby tego było mało prośba więże się z interakcją z drugim człowiekiem, a to oznacza, że muszę tą porażkę przyznać przed kimś jeszcze!
Po założeniu firmy pierwsze pół roku przynosiła straty, ja nie miałem dodatkowej pracy, a moja ukochana jeszcze studiowała. Oszczędności wydaliśmy na rachunki i przyszedł czas, że mieliśmy bardzo trudną sytuację finansową. W końcu na koniec któregoś miesiąca byliśmy na minusie i potrzebowaliśmy dodatkowego zastrzyku gotówki. Postanowiliśmy poprosić o pomoc rodzinę. Kiedy o tym myślałem i stawałem przed rodzicami mnie aż skręcało… czułem wstyd, zakłopotanie, znowu strach, a wewnętrznie całe moje ciało dygotało. To było bardzo ciężkie przeżycie, ale jednocześnie bardzo budujące. Przełamałem się wtedy i nauczyłem się, że to też nie zabija, a rodzice wcale nie traktują mnie gorzej.

6. Trudność w oddawaniu swojego „dziecka”

Będąc na WroEscape 2017 jedna z prelegentek podjęła temat zatrudnienia pracownika w escape roomie, ale od strony emocjonalnej dla właściciela. Powiedziała wtedy, że może to być takie uczucie jakby oddawać komuś własne dziecko pod opiekę. Póki co tylko liznąłem ten temat w kontekście prowadzenia działalności. Zdarzyło się, że nie było mnie kilka dni i w tym czasie ktoś inny miał zająć się prowadzeniem interesu. Trwało to maksymalnie tydzień. Muszę przyznać, że to było chyba maksimum czasu przez jaki czułem spokój. Ciężko mi sobie wyobrazić, że zostawiam firmę na przykład na rok. Kurde, rzeczywiście to tak jakbym miał zostawić dziecko pod cudzą kontrolą.

Wiąże się z tym kolejna bariera, czyli trudność w delegowaniu zadań. Mnie ona czasem przerasta. Nie mogę oddać komuś zadania, bo przecież ja sam robię wszystko najlepiej. Znam każdą śrubkę, każdy kąt, mechanizmy, sposoby, procedury, sekrety. Jestem wprawiony, obyty, dobrze się w tej pracy czuję i orientuję.
Jestem tym już bardzo zmęczony. Na moich barkach spoczywa ogrom obowiązków. Mam świadomość, że umiejętność ta jest jedną z cech dobrego menadżera, a planując rozwijanie firmy będzie ich tylko przybywać. Przekazanie obowiązków jest nieuniknione i muszę się z tym zmierzyć.

Komentarz

Domyślam się, że możesz odnieść wrażenie, że prowadzenie Osobliwego Domu Pana Adama to jedna wielka udręka i nieszczęście, ale tak nie jest. To co wypisałem wcześniej to przeszkody, ale żadna z nich nie jest „niepokonywalna”. Są wśród nich takie, z którymi już sobie radzę, inne wciąż są nie do przeskoczenia, a są też w końcu te, które ujawniają się tylko w skrajnych sytuacjach.

Przyznam, że ten wpis był dla mnie nie lada wyzwaniem. Chodzi o to, że przelałem część siebie na tekst i w pewnym stopniu obnażyłem przed Tobą. Jest we mnie nutka niepokoju przed oceną, choć wiem, że przyznanie się do błędów i swoich lęków czy wad jest aktem dużej odwagi.
Każda z tych cech jakie wymieniłem jest moją słabością, którą muszę pokonywać, aby się rozwijać i iść na przód. To są momenty, w których przyznaję, że sam już nie daję rady i potrzebuję wsparcia. To elementy składowe mojej osoby, które muszę zaakceptować choć mi się nie podobają. To też w końcu miejsca, w których czegoś brakuje, w których jest przestrzeń na działanie tej Mocy, która w słabości się doskonali.

A Ty, masz odwagę?

Recommended Posts
Showing 14 comments
  • Agnieszka
    Odpowiedz

    Po przeczytaniu tego wpisu zastanawiałam się, czy Ty siedzisz w mojej głowie? 😉 Mamy bardzo podobne słabości z tego co piszesz, czasem ciężko sobie z nimi radzić. Ale najważniejsze chyba jest je w ogóle zauważyc- chociaż myślę, że naturalnie dążymy do jak najlepszzego poznania siebie, w końcu chcemy mieć jak największą kontrolę… 🙂

    • Osobliwy Adam
      Odpowiedz

      Właśnie w moim przypadku naturalnym wcale nie było, żebym poznawał siebie. Potrzebowałem pomocy kogoś, kto powiedział mi, że jest to ważne, pokazał dlaczego i nauczył jak to robić. Dopiero wtedy zacząłem „czytać” samego siebie.
      Pozdrawiam 🙂

  • emi
    Odpowiedz

    ja na każdym krokiem sie krytykuje, może dlatego że przybywaam z osobami ktore mowilu mi ze jestem taka i owaka

    • Osobliwy Adam
      Odpowiedz

      Współczuję Ci tego towarzystwa. Ja to przeżyłem w domu. Bardzo ważne jest, żeby otaczać się ludźmi, którzy ciągną Cię do góry zamiast w dół. Mam nadzieję, że znajdziesz na swojej drodze jeszcze wiele takich 🙂

  • Kinga
    Odpowiedz

    Cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga 🙂 super wpis 😉
    Z Bogiem 🙂
    http://www.kingulencja.com

  • programmer-girl
    Odpowiedz

    Nie ma możliwości zostawienia łapki w górę, więc zostawiam komentarz 😉

    • Osobliwy Adam
      Odpowiedz

      Dzięki. Choć nie można zostawić łapki, to można ❤ 😉

  • Anonim
    Odpowiedz

    Adamie, kroczysz właściwą drogą 🙂 Jeżeli z niej wypadniesz – a to się zdarza – szybko na nią wracaj. I pamiętaj – (Flp 4,13) ! Serdecznie Cię pozdrawiam 🙂

  • Szymon C. Czupryński
    Odpowiedz

    Super tekst. Hm może masz coś z czytania w myślach, bo dużą część z tych słabości widzę także u siebie. Jednak Łaska Pana Boga daje radę 🙂

    • Osobliwy Adam
      Odpowiedz

      Dzięki Szymonie. Często ludzie nie zdają sobie sprawy jak wiele ich może łączyć, ale żeby to zobaczyć trzeba się otworzyć i pozwolić, żeby Bóg zadziałał 🙂

  • Dorota Hryniewicka (Trochimczyk)
    Odpowiedz

    Adaś poznanie siebie i swoich słabych stron to ogromny sukces. Wiesz z czym się mierzyć 🙂
    Mam kilka spostrzeżeń odnośnie punktu 3. Dobrym trikiem jest mówienie „Nie na szefa, ja nie mogę decydować o zniżkach” – tak nam powiedziano, gdy płaciliśmy 20 tysięcy dla sali za wesele… #smuteczek
    Drugą opcją, która ratuje z sytuacji samego szefa, jest przygotowanie kart stałego klienta lub programu poleceń. Np. 5% zniżki na drugą wizytę, 10% za trzecią i każdą kolejną – oczywiście karta imienna.
    Fajnie, że odnalazłeś swoje miejsce i możesz wyżyć się kreatywnie! W razie potrzeby, chętnie coś podpowiem 🙂

    • Osobliwy Adam
      Odpowiedz

      Dziękuję Ci za radę. Szkoda tylko, że musiałaś się nauczyć wspomnianego triku jako „ofiara”. Na pewno i jeden, i drugi sposób są do przemyślenia 😉
      Liczę, że znajdziesz jeszcze niejedną chwilę żeby tutaj zajrzeć. Wsparcie na pewno się przyda, szczególnie od Pani bloggerki 😛

Zostaw komentarz

6 cech charakteru, które przeszkadzają mi w prowadzeniu firmy - escape roomu - Osobliwy Dom Pana Adama - escape room Białystok